Nie cierpię ludzi, naprawdę. A szczególnie tych, którzy inni nazwali by moimi bliskimi.
Ja wiem, że to źle, ale nienawidzę własnego domu i rodziny. Nie czuje się tu bezpiecznie i zupełnie nie jak w domu. Chciałabym się uśmiechnąć naprawdę, ale już chyba tu nie potrafię. Nie pamiętam kiedy ostatnio od nich usłyszałam, że jestem ważna albo głupie "kocham Cię córeczko" ja tego naprawdę nie pamiętam. Zdaję się, że to było dawno dawno, nie pamiętam żadnego objęcia, przytulenia beż powodu. Teraz to tylko służy złagodzeniu mojego gniewu, który wcale się jakoś nie koi. Boli mnie to, bo to smutne, ale co mam zrobić, nie mam już w sobie miłości dla nich.
Wiesz?
Ciężko mi bardzo ciężko wytrzymać tu jeden dzień a co dopiero do poniedziałku...
Weź mnie stąd. Zabierz.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz