Podróż przez góry i doliny dziurawych dróg polskich. Laptop obija się o przednie siedzenia i buntuje klawisze, żeby nie chciały napisać tego co ja mam w głowie. a co mam? Czasem nawet ja sama tego nie wiem. Uśmiecham się żeby zmylić tłum i jednocześnie siebie. mam ochotę się uśmiechać i płakać. Tak jak wczoraj po ataku T. On mnie nie pamiętał a to bolało, Tak jakby go nie było...
a jakby go nie było, to nie byłoby i świata. On jest moim światem, całym człowieczeństwem jakie we mnie jeszcze jest. Patrzę na niego i widzę niesamowicie seksownego człowieka, który podnieca mnie widokiem pleców:) To akurat śmieszne a tak mało rzeczy mnie teraz cieszy, że chwytam się każdej drobnostki. Uśmiech proszę: koniec sceny pierwszej.
poniedziałek, 27 września 2010
Subskrybuj:
Posty (Atom)